środa, 13 kwietnia 2016

Wspomnienia Krystyny Gugnackiej z d. Falkiewicz z okresu 1939-45 (spisane w roku 2013), cz. 2.

(...zabawki z drewna i złoto wuja Józefa...)

Jesień 1939.

Niemcy zaczęli swoje rządy w Poznaniu ... nikt nie wiedział co będzie dalej. My nie chodziłyśmy do szkoły bo te były zamknięte. Nasz tata żeby dodatkowo zarobić zaczął robić zabawki m.in. żołnierzyki z ołowiu i różne figurki z drewna. W drukarni w której procował, papier przychodził w drewnianych skrzyniach, deski z tych skrzyń były najczęściej palone. Tacie udało się zdobyć kilka tych desek. Mój dziadek Idzi Nowak z zawodu był kołodziejem i w piwnicy miał mały zakład stolarski. Można tam było wycinać z tych desek różne kształty, tata wycinał zabawki,  m.in. zajączki, pracujących kowali, kominiarza, który schodził z drabiny i wiele innych postaci. Później wszyscy siadaliśmy przy stole, każda z nas: ja, Zdzisia i Janka - dostawała pędzel i farbę i malowałyśmy te zabawki - każda swoim kolorem. Mała Marylka też miała swoje zadanie - mieliśmy wtedy oświetlenie gazowe, które często przygasało, żeby na nowo rozbłysło, trzeba było lekko uderzyć w specjalny licznik gazowy - i to właśnie było zadanie Marylki. O zbyt na te zabawki nie trzeba było się martwić, tam gdzie pracował tata było dużo ludzi i każdemu te zabawki się podobały. Zabawki te były solidne, ładnie pomalowane i wszystkie miały jakieś części ruchome. Z tych zabawek były dodatkowe pieniądze, ale nic nie można było kupić - wszystko było dla Niemców. 
Po jakimś czasie, w Poznaniu zaczęły się wysiedlenia. Ludzie dostawali 30 minut na spakowanie się i opuszczenie mieszkania, w praktyce większość zabierała tylko dokumenty i trochę ubrań, reszta rzeczy zostawała. Ja ktoś miał rodzinę to mógł się u nich zatrzymać - reszta udawała się na Górczyn, gdzie w wielkiej hali czekało się na przesiedlenie do Generalnej Guberni m.in. do Rozwadowa, Sandomierza. Na okoliczność wysiedlenia nasza mama poszyła nam specjalne worki, które spakowane zawsze miały być przy łóżku. Na szczęście nigdy się nie przydały. 

W 1940 roku na wiosnę ja, Zdziśka i Janka zaczęłyśmy chodzić do szkoły, oczywiście już niemieckiej. Najgorzej miała Janka, miała dopiero 6 lat, nauka niemieckiego szła jej ciężko. Często zostawała dodatkową godzinę - my ze Zdziśką musiałyśmy na nią czekać - sama by nie wróciła bo to było daleko. Jak były duże mrozy to do szkoły nie chodziłyśmy. Któregoś dnia  siedzieliśmy wszyscy w domu, było z nami kilka koleżanek z podwórka.  Zaczęliśmy odmawiać różaniec i wtedy pojawił się wuja Józef Falkiewicz (brat taty) z zawodu dentysta. Tata zabrał go do drugiego pokoju, zapalił lampkę, ale zapomniał zasłonić okna. Gdy odmawialiśmy różaniec usłyszeliśmy łomotanie do drzwi, babcia Franciszka była wtedy w kuchni więc to ona otworzyła drzwi. Do mieszkania weszli dwaj żandarmi, ale jak zobaczyli cały pokój modlących się ludzi to już dalej nie wchodzili tylko się wycofali (może nie zauważyli drzwi do drugiego pokoju). My nie przerwaliśmy modlitwy, tata zorientował się, że ma niezaciemnione okna i szybko je zasłonił. Pamiętam, że jak weszli żandarmi to moja pierwsza myśl była taka, że chcą nas eksmitować. Na szczęście powód był inny i skończyło się na strachu. Szybko się rozeszliśmy i rodzice położyli nas spać. Sami jeszcze długo rozmawiali z wujem. Okazało się, że wuja Józef został wysiedlony i nie ma gdzie spać - został u nas na jakiś czas. Bardzo przeżywał to, że w mieszkaniu zostało wiele cennych i bardzo potrzebnych rzeczy. Mieszkanie wraz z gabinetem dentystyczno-protetycznym mieściło się na ulicy Szymańskiego.
Okazało się, że mieszkanie z którego był wysiedlony miało dwa wejścia. Licząc na to, że Niemcy się nie zorientowali, tata z wujem postanowili wejść do mieszkania wejściem od podwórza i zabrać cenniejsze rzeczy. Tata miał kolegę z pracy - Niemca, który mieszkał na tym podwórzu, który postanowił im pomóc. To właśnie on stał na tzw. czatach, kiedy tata z wujem weszli do mieszkania i spakowali rzeczy wuja. Część zostawili u tego kolegi, a resztę wuja zabrał do siebie. To samo zrobili drugiego dnia. Ten kolega który im pomógł nazywał się Terski, imienia nie pamiętam. Wuja Józef musiał się co jakiś czas meldować w urzędzie pracy i po jakimś czasie dostał skierowanie do pracy w Kaliszu. Pojechał tam na okres próbny, ale po jakimś czasie przyjechał do Poznania, zabrał część swoich rzeczy i wrócił do Kalisza gdzie już miał  wynajęty pokój. W Kaliszu pracował u jakiegoś Niemca i był nawet zadowolony. U nas na przechowanie zostawił sporo złotych monet, gdyby była taka potrzeba tata miał zgodę by je sprzedać. O tym złocie wiedzieli tylko rodzice i ja ze Zdziśką i nikomu nie mogłyśmy o tym powiedzieć.  Złote monety leżały  w skrytce w szafie w dziecinnej torebce. Jak był alarm przeciwlotniczy zabierałyśmy tę torebkę w pierwszej kolejności. To złoto przechowywaliśmy do końca wojny. Kiedy po wojnie przyjechał do nas wuja Józef, rodzice oddali mu wszystko. Był bardzo szczęśliwy, że złoto się zachowało. 
cdn.

Stoi Zdzisia, siedzą (od lewej) Krysia, malutka Marylka i Janka. Ogród Bielnik 1938 r.


niedziela, 3 stycznia 2016

Wspomnienia Krystyny Gugnackiej z d. Falkiewicz z okresu 1939-45 (spisane w roku 2013), cz. 1.



Urodziłam się  8 maja 1931 roku w Poznaniu, w domu na Kosińskiego. Moi rodzice to: Edward Falkiewicz s. Stefana i Leokadii z d. Eichinger i Zofia z d. Nowak, córka Idziego Nowaka i Franciszki z d. Nowaczyk. Jan "Od którego wszystko się zaczęło" jest jest moim 3xpradziadkiem - piątym pokoleniem przodków. 
Tak zapamiętałam tamte czasy:
Okres przedszkolny wspominam jako beztroską zabawę z dziadkiem Idzim na ogródka na Bielnikach (obecnie tereny pływalni miejskiej na Wildzie) gdzie dziadek Idzi zbudował altanę, kurnik i najważniejsze dla nas dzieci: huśtawki i piaskownicę. Do szkoły zaczęłam chodzić w roku 1938 na Wildzie, na palcu Bergera. Nauczycielką była p. Ciszewska – była jedyną nauczycielką uczącą tę I klasę. We wrześniu 1939 roku już do szkoły nie poszłam.

Był rok 1939, co roku zawsze szykowaliśmy się do wyjazdu na wakacje (rodzina wyjeżdżała przeważnie do kuzynów do Leszna, Książa Wielkopolskiego lub Rydzyny). W tym roku było inaczej - w Poznaniu było ogłoszenie, że kto chce, może się ewakuować,  ponieważ Poznań ma być fortecą i spodziewano się, że będą o miasto ciężkie walki. 

Niektórzy całymi rodzinami wynajmowali wagony towarowe i wyjeżdżali z całym dobytkiem dalej od Poznania. Poznań się powoli wyludniał, były kopane rowy przeciwlotnicze żeby ludzie mogli się chować w czasie nalotów. Szyby w oknach miały być oklejane żeby uniknąć pokaleczenia w razie bombardowania. W domu każdy miał przydzielony jakieś zadanie w razie alarmu.

Jednego dnia mama poszła do dentysty, do wuja Józefa (to był brat mojego taty). Wracając do domu zaczęła się strzelanina i wszyscy zaczęli się chować po bramach. Jak się trochę uspokoiło to przebiegało się do następnej bramy i tak dopiero wieczorem mama wróciła do domu, gdzie czekała zmartwiona rodzina. To był pierwszy dzień wojny, zaczęło być niebezpiecznie. Rodzice z dziadkami postanowili że nie będą się tułać po świecie ani rozdzielać - jeśli mamy zginąć to wszyscy. Ustalili, że przeniesiemy się na ogród i tam przeczekamy najgorsze chwile. Jak się uspokoi to wrócimy - i tak też było. Zapakowaliśmy się na wózek czterokołowy: materace z łóżek, pierzyny, i wszystkie inne potrzebne rzeczy, nocą ruszyliśmy na ogródek. Dziadek z tatą ciągnęli, a my - tzn. ja ze Ździśką popychałyśmy ten wózek. Na wózku jechali: Janka, Maryla i Andrzej. Szliśmy nocą bo w dzień już słychać było strzelaninę – strzelali Niemcy, którzy mieszkali w Poznaniu i wspierali z całych sił Hitlera. Kiedy dotarliśmy na ogród było tam już dużo ludzi. My mieliśmy piękny ogród, dużą altanę, drzewa owocowe, mieliśmy też kurki i koguta, który nas co rano budził. Tata raz po raz chodził do mieszkania by go chronić przed szabrownikami, czasem przynosił potrzebne rzeczy z domu i nowe wiadomości. Pobyt na ogrodzie nie trwał długo - Niemcy weszli do Poznania, zaczęły się chłodne dni i rodzice postanowili wrócić do mieszkania na Kosińskiego. Nasz tata zaczął pracować w tej samej firmie co przed wojną w Papierodruku. My ze Zdziśką musiałyśmy czytać książki, żeby nie zapomnieć tego co nauczyłyśmy się wcześniej - szkoły były jeszcze nie czynne. Pamiętam też (to już był chyba październik), że do Poznania zaczęli wracać ludzie, którzy ewakuowali się w sierpniu i na początku września 1939. Nasi kuzyni z Leszna też wrócili – wszystko stracili  w bombardowaniu taboru kolejowego pod Kutnem. Zginęło tam wielu ludzi. Moi kuzyni przeżyli, tylko moja kuzynka Leokadia Alwin była ranna w rękę. Do Leszna nie mogli wrócić ponieważ ich mieszkanie było już zajęte przez Niemców. Zamieszkali u rodziny w Poznaniu.

Nasza ciocia, Maria Bulińska z d. Falkiewicz (siostra mojego dziadka Stefana) przed wojną miała bardzo duży sklep z bławatami na rynku w Lesznie. Nie czekając na wybuch wojny, postanowili, że przeniosą się do Rozwadowa gdzie już zaczęli się urządzać. Kiedy wybuchła wojna wyprzedali większość towarów, inne przekazali rodzinie. Kiedy więc Niemcy nakazali im wysiedlenie, Bulińscy byli już spakowani i urządzeni w Rozwadowie. Bulińscy dużo nam pomagali, przed wojną tata jeździł do nich po materiały, z których mama szyła nam ubrania - w czasie wojny też nam pomagali.
c.d.n 

Krystyna Gugnacka z d. Falkiewicz (okres szkolny).
 




czwartek, 27 sierpnia 2015

Powstańcy Wielkopolscy - Kazimierz Kwieciński.

Ten post jest kolejnym z cyklu:  
Powstańcy Wielkopolscy z rodziny Falkiewiczów oraz rodzin blisko spokrewnionych - dziś prezentuję postać Kazimierza Kwiecińskiego.

Kazimierz  urodził się 19 stycznia 1900 r. w Dolsku. Ojciec Ignacy był szewcem, synem Ludwika i Franciszki z d. Wąsickiej. Matką Kazimierza była  Stanisława z d. Falkiewicz, córka Ludwika i Magdaleny Machowicz - Ludwik był dzierżawcą plebanii w Brzeziu k/Pleszewa. Ignacy i Stanisława ślub wzięli w Jaraczewie, w 1885 roku.  W Dolsku, lub okolicach mieszkała Marianna Weichman z d. Falkiewicz, rodzona siostra Stanisławy. Rodziny utrzymywały ze sobą kontakt. Młodość Kazimierza przypada na burzliwe lata I wojny św.  Pomimo wielu przeciwności, udało mu się, zdobyć zawód piekarza.  Kazimierz wziął udział w Powstaniu Wielkopolskim, dołączając do ochotników z Dolska. Po zakończeniu Powstania, w latach 1919-1920, bronił niepodległości Polski na wschodzie, stojąc na straży granicy wschodniej. W czasie służby wojskowej otrzymał stopień kaprala. W 1929 Kazimierz zawarł związek małżeński z Heleną Rubach. Z tego związku narodziły się dzieci: Ignacy,  Teresa i Roman.
Kazimierz Kwieciński za swą walkę odznaczony został Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym - zmarł w Pecnej w 1981 roku. Pochowano go na cmentarzu  w Mosinie. 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Maciej i Tekla, kolejne dzieci Jana Falkiewicza "Od którego wszystko sie zaczęło".

We wcześniejszych postach o Janie Od którego się wszystko zaczęło (najstarszy odnaleziony przeze mnie przodek z linii Falkiewiczów) - pisałem m.in.:

Jan urodził się ok. 1780 roku. Wyuczył się na kowala i w 1801 roku w Lenartowicach (k/Pleszewa) ożenił się z młynarką Brygittą Wróblewską. W późniejszych źródłach występuje już jako młynarz, właściciel młyna Przepadło, w majątku Lenartowice. Miał dwóch synów: Ludwika (linia Ludwika LL) oraz Józefa (linia Józefa LJ).

Ostatnio, udało mi się znaleźć, jeszcze dwoje dzieci Jana i Brygitty: Macieja i Teklę.
Maciej urodził się ok. 1810 roku we wsi Dzierzbin (informacja z aktu zgonu Macieja).
Był księdzem  m.in. proboszczem we wsi Młodojew (obecnie Młodojewo k/Słupca) oraz dziekanem słupeckim. Zmarł 1 stycznia 1865 roku w Młodojewie. 


Fragment aktu zgonu Macieja, z roku 1865.


Pieczęć jaką pieczętował się ks. Maciej Falkiewicz jako dziekan słupecki oraz jego podpis.


Następnym odnalezionym dzieckiem Jana i Brygitty jest Tekla Owocka z d. Falkiewicz. Urodziła się około 1822 roku w wsi Dzierzbin (podobnie jak Maciej). W roku 1832 w Lenartowicach wzięła  ślub z Wincentym Owockim. Wincenty był młynarzem, być może właścicielem młyna Wróbel. Młyn Wróbel podobnie jak młyn Przepadło leżał nad tą sama rzeczką, zwaną Nerem (kiedyś Strugą, czasami błędnie Rokułową) w niedalekiej odległości od Brzezia. Udało mi się odnaleźć tylko jedno dziecko Wincentego i Tekli - Władysławę, urodzona około 1851 roku. W roku 1875 wyszła za mąż za Józefa Szulca. Ślub odbył się w Młodojewie.

Miejsce urodzenia dzieci świadczy zazwyczaj o miejscu zamieszkania ich rodziców. W tym przypadku mamy pewną niejasność. W dokumentach występują nazwy Dzierzbin i Przepadłe k/ Lenartowic. I tak: Maciej 1810 (z aktu zgonu) - Dzierzbin, Ludwik 1812 (z aktu zgonu) m. Przepadłe, Józef 1819 (z aktu ślubu) miejsce nieznane, Tekla  1822 (z aktu zgonu) - Dzierzbin. Z tego "przekładańca" miejsc i dat, niestety nic nie wynika. Myślę, że powodem tego są błędy w metrykach (szczególnie w aktach zgonu) odnośnie wieku zmarłych i ich miejsca urodzenia. Dlatego na tym etapie trudno jednoznacznie wykazać w jakich latach Jan i Brygitta mieszkali w Dzierzbnie (Dzierzbinie - nazwa z metryk) a jakich w młynie Przepadło. 

I jak pisałem już wcześniej na tym blogu .....mam nadzieję, że gdzieś jeszcze są dokumenty, które rzucą nam trochę więcej światła ....... Oczywiście jeśli tak się stanie nie omieszkam o tym poinformować na łamach bloga.




sobota, 13 czerwca 2015

Powstanie Wielkopolskie - Edward Falkiewicz, 27 grudnia 1918 r.

Powstańcze losy Edwarda Falkiewicza skrywa jeszcze mrok historii. Niestety wspomnienia potomków Edwarda są bardzo skromne i w sumie sprowadzić je można tylko do lakonicznego stwierdzenia .... brał udział w Powstaniu. Być może informacje na ten temat zawiera jakiś ocalały  życiorys Edwarda - kiedyś pisano i składano je dość często np. przy przyjęciu do pracy. Oczywiście muszę tylko do takiego życiorysu dotrzeć. Być może owocne okażą się czyjeś opublikowane wspomnienia,  w których wspomniany będzie Edward Falkiewicz.
Poniżej prezentuję właśnie jedno z takich wspomnień, które publikowane było m.in. w Głosie Wielkopolskim. Opublikowane wspomnienie  jest niewielkim fragmentem wspomnień Stanisława Podeszwy o Powstaniu Wielkopolskim.  Mnie udało się dotrzeć do całych wspomnień, które spisane (lub przepisane) zostało w roku 1968 na konkurs Głosu Wielkopolskiego i organizacji ZBOWiD z okazji 50 rocznicy Powstania Wielkopolskiego.
Autorem (osobą spisującą) wspomnienia był ktoś, kto podpisał się kryptonimem "ZORZA".
We wspomnieniach tych dwukrotnie wymieniony jest Edward Falkiewicz. Raz jako zastępowy i druh skautów im. Leszka Białego, drugi raz jako ten, który 27 grudnia 1918 roku na Starym Rynku w Poznaniu pod figurą św. Jana nawoływał "Polacy po broń!" W tym drugim przypadku pomylono imię - być może osoba przepisująca  wspomnienia (rękopis) popełniła błąd lub źle odczytała skrót Ed. Nie ma jednak żadnej wątpliwości, że Stanisław Podeszwa wspomina kolegę swego i druha - właśnie Edwarda Falkiewicza. Stanisław i Edward należeli do tej samej drużyna skautów, później dołączył do niej także brat Edwarda, Czesław. Edward, wraz z rodzicami, w tym czasie, mieszkał bardzo blisko Starego Rynku, na skrzyżowaniu Kwiatowej i Półwiejskiej.

Strona tytułowa maszynopisu.

Stanisław Podeszwa 
Dnia 27 grudnia po południu o godzinie szesnastej jechałem tramwajem z Wildy do miasta. Przy aptece wildeckiej podjechał na koniu do tramwaju mój kolega szkolny Piechowiak czy Piechocki, i wołał do mnie: "Jadę po karabin, bo w mieście się biją". Gdy tramwaj wjechał na Stary Rynek, zauważyłem pod pomnikiem św. Jana mego druha, harcerza Edmunda (powinno być Edwarda) Falkiewicza, który wołał: "Polacy po broń!" Przywitawszy się ze mną, kazał mi poczekać, aż będzie 10 osób i tych polecił mi zaprowadzić do fortu za Groblą. W forcie tym były koszary kompanii bezpieczeństwa. Zgłosiłem się z ludźmi u druha Jana Przybeckiego, który pełnił tam funkcję feldfebla. Podzielił nas na oddzielne grupy umundurowanych i cywilów. Umundurowanym przydzielił broń długą i po 20 naboi. Zestawił z tych ludzi kompanię w sile 80 - 90 chłopa. Mnie przydzielił pierwszy pluton. Otrzymaliśmy taką instrukcję: idziemy do miasta jako 4. Kompania Bezpieczeństwa pod moim dowództwem. Zachować spokój i karność. Być na wszystko gotowym, 5 naboi do magazynku. Rozmawiać po niemiecku, aby zmylić czujność Niemców. Gdy nasze czoło znajdowało się przy budynku dyrekcji Poczty, otrzymaliśmy silny ogień z okien na strychu. Strzelał kulomiot i karabiny. Ponieważ dowódcy kompanii z przodu nie było, więc wydałem rozkaz: "W prawo zwrot, ognia", a następnie: "Kryć się". Teraz miałem sposobność rozejrzeć się. Zauważyłem dwie czapki, jeden karabin oraz trzech ludzi leżących na chodniku i jezdni. Czy byli ranni lub zabici, nie wiem. Zauważyłem również, że moje dłonie krwawią dość silnie. Wydobyłem więc bandaże. Przy bandażowaniu rąk zauważyłem, że mam śrut. Pewien cywil zaprosił mnie do swego mieszkania dla obandażowania. Powyjmował mi śrut i opatrzył rany, był to bowiem lekarz. Po wypiciu herbaty i krótkiej rozmowie wracałem do kompanii, niestety jej nie odnalazłem. Udałem się w dół ul. Święty Marcin (obecnie Czerwonej Armii) jako luzak. Mogło być około godziny siódmej wieczorem, gdy usłyszałem od pl. Wolności strzelaninę. Od biegnącego chłopca dowiedziałem się, że to atak na policję. Udałem się w tym kierunku, ogień właśnie ustał, z bram wychodziło mrowie ludzi, wojskowych i cywilów. Uzbrojenie cywilów było różne: karabiny, ręczne granaty, drągi, łomy żelazne, siekiery. Było też dużo kobiet i wyrostków, rwących się do walki i robiących dużo zamieszania. Wkoło pl. Wolności zrobił się taki tłok, że gdyby teraz znowu Niemcy otworzyli ogień, byłoby dużo trupów. Po pewnym czasie puszczono wieść, że idą saperzy. Zorganizowano w pośpiechu oddział uzbrojonych i pobiegliśmy do pl. Świętokrzyskiego (obecnie pl. Wiosny Ludów). Okazało się jednak, że kilka strzałów padło z wieży kościoła ewangelickiego i saperów nie zauważono. Patrolowaliśmy więc ul. św. Marcin, Piekary, Ogrodową, Rycerską (obecnie Ratajczaka).

Fragment ze spisem zastępowych i druhów drużyny im. Leszka Białego.



Osoby mogące przybliżyć postać Stanisława Podeszwy i losy Edwarda w czasie Powstania, bardzo proszę o kontakt.


tagi: Falkiewicz, Powstanie Wielkopolskie, Podeszwa, Paczkowski, Czajka, Wilda, Walkowiak, Luleczka


wtorek, 7 kwietnia 2015

I wojna światowa w pamięci potomków Edwarda Falkiewicza - LL

Edward Falkiewicz był synem Stefana i Leokadii z d. Eichinger. Tak jak pisałem we wcześniejszym poście Edward urodził się w Śremie 11 października 1897 roku. Zanim jednak zajmiemy się poznańskimi losami Edwarda, wróćmy na chwilę do czasów gdy rodzina mieszkała w Książu Wielkopolskim przy dzisiejszej ulicy Jana Pawła II (dawna Świerczewskiego, przed wojną - Śremska). Pomoc w prowadzeniu  rodzinnej piekarni (m.in. rozwożenie chleba i bułek) uniemożliwia młodemu Edwardowi ukończenie gimnazjum. Najstarszy syn pomaga w prowadzeniu rodzinnego interesu - tak jest do ok. 1913 roku kiedy to rodzina Falkiewiczów przenosi się do Poznania. Zamieszkuje w mieszkaniu znajdującym się na II piętrze w kamienicy przy ulicy Kwiatowej - narożnik Półwiejskiej.

W styczniu 1913 roku, Edward rozpoczął naukę zawodu drukarza w Zakładzie Ludwika Kapeli. Wybucha I wojna światowa - Edward uczy się zawodu i pracuje w tym zakładzie do października 1916. Wtedy to powołano go do wojska pruskiego i po krótkim szkoleniu wysłano na front. Były to tragiczne czasy dla Polaków, gdyż wcielani do różnych zaborczych armii musieli walczyć między sobą. 


Edward Falkiewicz ok. 1917 r.


Zawierucha wojenna rzuca go do Grecji i Macedonii, gdzie młody Edward choruje na malarię. Szczęśliwie udało mu się zwalczyć chorobę - po wyjściu ze szpitala trafia na front zachodni do Francji, gdzie m.in. bierze udział w najkrwawszej i największej bitwie frontu zachodniego, pod Verde. Bitwa ta była tym tragiczniejsza, że dowództwo niemieckie zdecydowało się na atak nie licząc się ze stratami własnymi uznając, że nawet jeśli zginie kilkakrotnie więcej Niemców (w tym też Polaków wcielonych do armii) niż Francuzów, straty te są w stanie pokryć, ponieważ rodziny niemieckie były zdecydowanie liczniejsze od Francuskich. Śmierć własnych żołnierzy była więc wkalkulowana w atak na tą twierdzę. W czasie działań wojennych odłamek po bombie odcina plecak z ramion Edwarda, który zostaje ranny i trafia do szpitala bez dokumentów. Plecak wraz z dokumentami odnaleziono później na polu walki i tym samym uznano Edwarda Falkiewicza za zmarłego. Taka informacja dotarła do rodziców Edwarda - zrozpaczeni rodzice zamówili nawet mszę w intencji tragicznie zmarłego syna. Niespodziewanie dla wszystkich Edward powraca do domu. Przebywał w tym czasie na urlopie po leczeniu szpitalnym. Radość z powrotu syna była ogromna -  ojciec Edwarda Stefan, zdążył w tym czasie dorobić się sporego majątku na handlu i postarał się by jego syn nie musiał już wracać na front.  Dzięki jego staraniom Edward zostaje umieszczony w  szpitalu w Kościanie i po okresie leczenia uznany za niezdolnego do dalszej służby wojskowej. We wrześniu 1918 Edward wraca do pracy w zakładzie Ludwika Kapeli. Tu zastaje go koniec wojny i wybuch Powstanie Wielkopolskiego w którym Edward bierze udział ale to już inna historia.

Edward Falkiewicz (z prawej) ok. 1917 r.








niedziela, 11 stycznia 2015

Powstańcy Wielkopolscy - Marceli Falkiewicz LL.

Ten post jest pierwszym z cyklu:  
Powstańcy Wielkopolscy z rodziny Falkiewiczów oraz rodzin blisko spokrewnionych - dziś prezentuję postać Marcelego Falkiewicza. Marceli urodził się  11 grudnia 1883 roku w Jaraczewie. Był synem Jana Falkiewicza i Pelagii z d. Szawelskiej. Jego dziadkami byli: Ludwik Falkiewicz i Magdalena z d. Machowicz, dzierżawcy plebanii w Brzeziu k/Pleszewa (opisani już na tym blogu) oraz Marceli Szawelski i Rozalia Spendowska vel Spędowska (w dokumentach metrykalnych z połowy XIX wieku rodzina ta wymieniana jest jako mieszczanie z Jaraczewa).


Marceli Falkiewicz brał czynny udział w Powstaniu Wielkopolskim  w okresie od 27.12.1918 r. do dnia 20.02.1919 r. 
Swój udział rozpoczął w  dniu 28.12.1918 r. kiedy to wstąpił, jako ochotnik, do tworzącej się Rady Ludowej w miejscowości Jaraczewo w powiecie Jarocińskim. Organizatorami Rady Ludowej byli: ksiądz Antoni Nowak i por. Bogdan Trzebiński. Marcel brał udział m.in przy rozbrajaniu niemieckich kolonistów w Jaraczewie i na terenie powiatu Jarocińskiego. Oddziałem dowodził st. sierżant Stefana Libera. Brał również udział w przewożeniu broni z garnizonu Jarocińskiego do miejscowości Jaraczewo, skąd broń ta została przekazywana i dostarczana Powstańcom. Po objęciu odcinka i terenu Jarocińskiego przez Wojsko Polskie, Marceli Falkiewicz został w dniu 18.02.1919 zwolniony z Rady Ludowej. 

Uchwałą Rady Państwa nr: 0/955 z dnia 6 grudnia 1957 roku,
Marceli Falkiewicz został odznaczony Wielkopolskim 
Krzyżem Powstańczym.

Osoby mogące przybliżyć postać Marcelego Falkiewicza (jego potomkowie lub bliższa rodzina) - proszę o kontakt.

czwartek, 9 października 2014

Przodkowie - w pamięci potomków Józefa Falkiewicza i Rozalii zd. Weiss.

Przekazy rodzinne jako najstarszego z Falkiewiczów wymieniają Józefa i jego żonę Rozalię z Weisów. Małżeństwo to miało trójkę dzieci: Stefana urodzonego w 1873 roku i dwie córki Zofię ur. 1879 r. i Mariannę ur. w 1881 roku............................ Nas jednak najbardziej interesuje Stefan, który ożenił się z Leokadią Eichinger.

Początkowo rodzina mieszkała w Śremie gdzie 11 października 1897 roku urodził się najstarszy syn, Edward. Ze Śremu rodzina Falkiewiczów przeniosła się do Książa Wielkopolskiego gdzie Stefan uruchomił piekarnię. W ciągu 10 lat małżeństwa rodziły się kolejne dzieci: Czesław ur. 1899, Stanisław ur. 1901, Józef ur. 1903, Stefania ur. 1905 i Maria ur. 1907.

Stosunkowo mało informacji, przekazy rodzinne, mówią o  Leokadii z d. Eichinger.  Dzieci Edwarda wspominają ją jedynie jako nobliwą panią, pochodzącą z bogatej rodziny, z którą nie utrzymywano bliższych kontaktów. Ze względu  na zachowaną książkę do nabożeństwa rodziny Eichinger, możemy odtworzyć przeszłe pokolenia tej rodziny aż do początku XIX wieku.

Książeczka ta napisana pismem kaligraficznym zatytułowana  Na pamiątkę w dniu 1859 roku   zawiera informacje o datach urodzin i śmierci członków rodziny, oraz osób spokrewnionych. Jest to typowe XIX wieczne źródło odnoszące się do rodzin z Wielkopolski. Takie domowe książeczki, biblie oraz drukowane specjalnie w tym celu kalendarze funkcjonowały w wielu domach tamtych terenów.

Najstarszą osobą wymienioną przez Augusta we wspomnianym modlitewniku jest ojciec Augusta - Marcin Eichinger /dziadek Leokadii/ ur. w 1810 roku /zmarł 11.04. 1863 r. mając 53 lata/. W dn. 25.01.1834 Marcin ożenił się z ur. w 1804 roku Ewą Borner /zmarła 30.11. 1878 roku mając 74 lata/. Z tego małżeństwa 27.08.1836 roku urodził się wspomniany wcześniej August. August Eichinger ożenił się 1 sierpnia 1866 roku z Marianną Nowicką ur. 27.12.1834 roku. Marianna zmarła 19 stycznia 1867 roku mając 33 lata. Cztery lata później 11 września 1871 roku odbył się drugi ślub Augusta z panną Katarzyną Weinert. Ślub odbył się w Kolniczkach. Nowożeńcy zamieszkali w Książu Wielkopolskim. Ich dzieci to: Czesław ur. 20 lipca 1872 r /zmarł 26 października 1872, żył 4 miesiące/; Jadwiga ur. w 1873 roku / zmarła 8 czerwca 1893, miała 20 lat/; Leokadia ur. 10 grudnia 1874 / zmarła 20 maja 1938, mając 64 lata/; Antonina ur. 8 czerwca 1876 / zmarła 8 września 1878, żyła 1 rok i 4 m-ce/, Marianna ur. 22 listopada 1877 / zmarła 8 września 1878, żyła 9 miesięcy/; Marcin ur. 3 listopada 1880 / zmarł 17 maja 1881, żył 6 miesięcy/. Z dzieci Augusta i Katarzyny najdłużej żyła Leokadia, która jako jedyna założyła rodzinę. Modlitewnik zawiera również informacje na temat siostry Augusta – Rozalii, ur. w 1841 roku / zmarła 1867, mając 26 lat/, która 10 lipca 1867 roku wyszła za mąż za p. Jankowskiego. Dnia 22 grudnia zmarł w Mieszkowie wujek Augusta Karol de Sablin, natomiast 18 marca 1882 zmarł w Poznaniu kuzyn Augusta – Antoni Eichinger. Przedwojenna księga adresowa miasta Poznania nie podaje nikogo z członków rodziny Eichinger.

Wspomina za to kuzynów Stefana Falkiewicza m.in. Kazimierza Falkiewicza, który na ulicy Dąbrowskiego prowadził sklep motoryzacyjny. Wymieniają również Wacława, przemysłowca zamieszkałego na ulicy Łukaszewicza, oraz Antoninę Falkiewiczównę zamieszkałą na ul. Rzeczpospolitej. Wspomniany Wacław prowadził fabrykę kosmetyków gdzie produkowano m.in. krem zwany „Śniegiem Tatrzańskim”.  Książka Adresowa Poznania wydana w 1929 roku wymienia jeszcze firmę Falkiewicz i Spółka mieszczącą się na ulicy Nowej 5, oraz jeszcze jednego Wacława mieszkającego przy ulicy Plac Działowy 6.

Wymienia również Edwarda Falkiewicza, zamieszkałego na ulicy gen. Kosińskiego 10. Fotografię jego i najbliższej rodziny (żony i teściów) zamieszczono w reprincie Książki Adresowej Miasta Stołecznego Poznania z roku 1933, tym samym trwale wpisując ich w historię Poznania.

środa, 6 sierpnia 2014

Rodzina Józefa Wincentego Falkiewicza i Rozalii Weiss (Wajs).

W jednym z wcześniejszych postów: 

Dzieci Ludwika Falkiewicza i Magdaleny z d. Machowicz.

pisałem:

Józef Wincenty (LL) to najstarszy z Falkiewiczów, wymieniany i pamiętany przez rodzinę jako Józef od Rozalki, drugiego imienia nikt z rodziny nie pamiętał. Ja jednak pisząc o nim zawsze podawać będę dwa imiona aby odróżnić go od jego stryja, też Józefa. Józef Wincenty urodził się 26 marca 1842 roku w Brzeziu - dwa dni później  w kościele w Brzeziu odbył się jego chrzest, a rodzicami chrzestnymi zostali: Józef Falkiewicz (brat Ludwika) i Tekla Awrocka (Owacka, Owrocka).  

W opracowaniu książkowych, kilka lat wcześniej pisałem:


.......Przekazy rodzinne jako najstarszego z Falkiewiczów wymieniają Józefa i jego żonę Rozalię z Weisów. Małżeństwo to miało trójkę dzieci: Stefana urodzonego w 1873 roku i dwie córki: Zofię ur. 1879 r. i Mariannę ur. w roku 1881. Zofia wyszła za mąż za Makarego Mietlińskiego. Po II wojnie światowej rodzina Mietlińskich wyjechała do Szczecina gdzie m.in. prowadziła sklep z dewocjonaliami. Marianna wyszła za mąż za Feliksa Bulińskiego. Mieszkali w Lesznie Wielkopolskim przy rynku. Prowadzili tam sklep z materiałami, dywanami i firankami. Nas jednak najbardziej interesuje Stefan, który ożenił się z Leokadią Eichinger.

Mamy więc troje dzieci Józefa Wincentego i Rozalii, teraz czas by te informacje skonfrontować z obecnym stanem wiedzy - jeszcze jedna uwaga odnośnie rodziny Weiss (Weis, Wajs, Weish - różna pisownia nazwisk); Rozalia była córką Józefa Weissa, wdowca ur. ok. 1804 roku i Joanny Hülbert (Hilbert) ur. ok. 1819 roku. Rodzina Weissów i Hilbertów wymieniana jest w metrykaliach Książa. Wynika z tego, że Józef Wincenty (ur. w Brzeziu k/Pleszewa) przeniósł się do Książa za sprawą swej żony Rozalii.

Wg przebadanych przeze mnie archiwaliów, Józef Wincenty i Rozalia Weiss ślub wzięli w 1868 roku w Książu Wielkopolskim, małżonkowie mieli wtedy po 26 lat. 
W roku 1869 rodzi się ich córka Bronisława, a w roku 1875 syn, Roman. Niestety  w roku 1877 oboje umierają, Roman miał wtedy 2 lata a Bronisława 8 lat. W tym samym roku rodzi się ich kolejna córka Zofia, a w roku 1880 Józefa Marianna. Brakuje nam wcześniej wspomnianego Stefana, którego aktu urodzenia nie udało mi się odnaleźć. Mam za to jego akt ślubu z 1897 roku z którego wynika, że miał 24 lat, Stefan więc urodził się w roku 1873. Przekazy rodzinne co do Stefana są dość precyzyjne (ur. 1873), co do Zofii i Marianny różnica wynosi 1 i 2 lata.
Józef Wincenty w dokumentach występuje najpierw jako piekarz, później jako mistrz piekarski.  

Niestety w pamięci potomków nie zachowały się żadne historie związane z życiem Józefa i Rozalii. Rodzina z Książa (potomkowie Stefana) wspominała, że być może Józef był kilka lat w Ameryce, jednak trudno dziś ten fakt zweryfikować. Mam nadzieję, że być może zachowały się jakieś wspomnienia w rodzinach córek Józefa i Rozalii: Zofii i Marianny. Ostatnio udało mi się nawiązać kontakt z wnukiem Feliksa Bulińskiego i Marianny z d. Falkiewicz (pamiętanej w rodzinie Bulińskich jako Maria) - jest więc szansa na nowe fakty, które wzbogacą ten materiał. 


W 1894 roku umiera Rozalia, a w roku 1896 Józef Wincenty.

Tłumaczenie aktu zgonu Rozalii Falkiewicz
Akt zgonu Książ Wielkopolski rok 1894, Rosalia Falkiewicz,
Książ, dnia 30 października 1894 roku
Przed niżej podpisanym urzędnikiem stanu cywilnego stawił się dzisiaj znany co do osoby czeladnik piekarski Stefan Falkiewicz, zamieszkały w Książu i zgłosił, że Rozalia Falkiewicz, lat 52, wyznania katolickiego, zamieszkała w Książu, urodzona w Książu, zamężna z mistrzem piekarskim Józefem Falkiewicz, córka tkacza Jana Weiss i jego żony Józefy z domu Hülbert, obojga zmarłych w Książu, w Książu zmarła dnia 30 października 1894 roku przed południem o godzinie drugiej i trzy kwadranse.
Zgłaszający wyjaśnił, że był obecny przy zgonie Rozalii Falkiewicz.
Przeczytano, zatwierdzono i podpisano
(-) Stefan Falkiewicz
Urzędnik Stanu Cywilnego
(-) podpis nieczytelny


 odczytał i przetłumaczył Jerzy Drzymała

Tłumaczenie aktu zgonu Józefa Falkiewicza
Książ Wielkopolski (USC) - akt zgonu, rok 1896, Joseph Falkiewicz (54 lat), rodzice: Ludwig Falkiewicz, Magdalena Machowicz?, małżonek Rosalie Weish
Książ, dnia 14. września 1896.
Przed niżej podpisanym urzędnikiem stanu cywilnego stawił się dzisiaj znany co do osoby piekarz Stefan Falkiewicz, zamieszkały w Książu i zawiadomił, że mistrz piekarski w wieku pięćdziesięciu czterech (54) lat, wyznania katolickiego, zamieszkały w Książu, urodzony w Brzeziu, powiat Pleszew, ożeniony ze zmarłą Rozalią z domu Weish, syn gospodarza Ludwika Falkiewicza i jego żony Magdaleny Machowicz z Jaraczewa, zmarł dnia czternastego września roku tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego szóstego po południu o godzinie czwartej. Zgłaszający wyjaśnił, że było obecny przy zgonie.
Przeczytano, przyjęto i podpisano
(-)Stefan Falkiewicz
Urzędnik stanu cywilnego
(-)Schmolke
Potwierdza się zgodność z rejestrem głównym
Książ, dnia 15 września 1896
Urzędnik stanu cywilnego
(-)Schmolke
Zgodność odpisu z rejestrem pobocznym USC w Książu powiecie śremskim
Poświadczam
Książ, 25 października 1948.
(-)Knaszyńska


 odczytał i przetłumaczył Jerzy Drzymała

Fragment aktu zgonu Józefa Falkiewicza z 1896 roku.


niedziela, 13 lipca 2014

Dzieci Władysława LJ Falkiewicza

Dzieci Władysława LJ Falkiewicza i Magdaleny z d. Szkudlarz
Władysław Falkiewicz był najprawdopodobniej jedynym synem Józefa Falkiewicza i Magdaleny z d. Straburzyńskiej, jego dziadkami byli: Jan Falkiewicz, mieszczanin-młynarz z młyna Przepadłe i Brygitta z d. Wróblewska (młynarka) oraz Ignacy Straburzyński, mieszczanin-rolnik z Pleszewa i Rozalia z d. Bentlich.

Ślub Władysława Falkiewicza i Kazimiery Owczarskiej miał miejsce w 1882 w parafii Brzezie koło Pleszewa.
Tak jak pisałem wcześniej, pierwszą żoną Władysława była Kazimiera Owczarska z którą miał dwie córki: Sewerynę i Władysławę Marię. Potem koło roku 1886 przenieśli się do osady Kocięba.  Tam też żona Kazimiera zmarła w 1887 roku w wieku 24 lat. Drugą żoną została 20-letnia Magdalena Szkudlarz, córka August(yn)a i Marianny ze Świecy, gmina Odolanów.  Ślub tej pary odbył w 1888 r. w kościele św. Marcina w Odolanowie Z analizy aktów urodzenia dzieci Władysława i Magdaleny wynika, że  zamieszkali oni w Parafii Przygodzice w osadzie Kocięba, we młynie - Władysław kontynuował więc młynarskie tradycje swego ojca i dziadka. W młynie tym rodzą się ich dzieci:
Józef - ur. dn. 12.03.1889,
Michalina Anna - ur. w 1890 roku,
Helena - ur. w 1892, zm. 1908 (w 16 roku życia) 
Bronisława - ur. 7.10.1893, 
Wacław - ur. 1895, Powstaniec Wlkp.
Feliks - ur. 1896,
Joanna - ur. 1898,
Aleksander - ur. 1899,
Jadwiga (Hedwiga) - ur. 1901,
Marianna Walentyna - ur. 1903,
Czesław - ur. 26.06.1904 - późniejszy ksiądz, więzień Dachau, blok 28/2, numer więźnia 20894, 

W młodości Czesław wstąpił do Zgromadzenia Zmartwychwstańców w Poznaniu i w 1930 otrzymał święcenia kapłańskie. Był proboszczem w parafii Zmartwychwstania Pańskiego (ul. Dąbrówki) w latach 1938 do 1947, z wyłączeniem okresu uwięzienia w Dachau (od 1941). Po wojnie w wolnej Polsce została w 1948 utworzona Prowincja Polska Zmartwychwstańców i jej pierwszym prowincjałem został ks. Czesław. Posiadał wyższe wykształcenie teologiczne i filozoficzne (doktorat). Zmarł w 1974 roku.  Pochowany jest na cmentarzu przy Kahlenbergu, Wiedeń.

Za pomoc w napisaniu tego materiału (sprostowania), bardzo dziękuję p. Jerzemu Cieslińskiemu. 

piątek, 6 czerwca 2014

Rodzina Lewickich, przez Magdalenę z d. Straburzyńską z Falkiewiczami spokrewniona.

W jednym z poprzednich postów pisałem: 
....znalazłem wypis aktu małżeństwa  wdowy Magdaleny Falkiewicz lat 30 z Józefem Lewickim lat 26. Ślub odbył się w 1857 roku w parafii w Lenartowicach - znaczy to, że Józef Falkiewicz zmarł przed 1857 rokiem.....
W dzisiejszym poście  kilka faktów z życia tej rodziny. Magdalena ze swym drugim mężem Józefem Lewickim zamieszkała w młynie Przepadło, który wcześniej należał do jej zmarłego męża Józefa Falkiewicza. Tu rodzą się dzieci Magdaleny i Józefa (przyrodnie rodzeństwo Władysława  Falkiewicza LJ). I tak w 1859 urodziła się
Eufrosina, która w 1878 jako 19-latka poślubiła Augusta Jaenscha, syna Antona i Rosalii Huss. Ślub odbył się w Pleszewie, a świadkami byli Franz Owiński i Franz Sroczyński.
W roku 1869 urodziła się kolejna córka Jadwiga, która w 1887 roku, w Pleszewie wyszła za mąż za Piotra Barankiewicza, syna Ignacego i Marii Owińskiej. Świadkami na tym ślubie byli August Jaensch (szwagier panny młodej) i podobnie jak u jej starszej siostry Eufrosiny, Franciszek Owiński

Wesela tego niestety nie doczekała matka panny młodej Magdalena z d. Straburzyńska 1voto Falkiewicz, 2voto Lewicka, która zmarła  23 lutego 1886 roku.  Oto odczytany i przetłumaczony akt zgonu Magdaleny:

Pleszew, dnia 23 lutego 1886 roku, nr aktu 33
Przed niżej podpisanym urzędnikiem stanu cywilnego stawił się dzisiaj znany co do osoby właściciel młyna Józef Lewicki, zamieszkały w m. Przepadłe i zgłosił, że Magdalena Lewicka z domu Straburzyńska, lat 59, wyznania katolickiego, zamieszkała w m. Przepadłe, urodzona w Pleszewie, pierwszy raz zamężna z właścicielem młyna Józefem Falkiewiczem, drugi raz ze zgłaszającym, córka w Pleszewie zmarłego mieszczanina-rolnika Ignacego i Rozalii z domu Bentlich małżonków Straburzyńskich, zmarła w m. Przepadłe w jego mieszkaniu dnia 22 lutego 1886 roku po południu o godzinie pierwszej trzydzieści.
Przeczytano, zatwierdzono i podpisano
(-) Józef Lewicki
Urzędnik Stanu Cywilnego
(-) Jewasinski

przeczytał/przetłumaczył Jerzy Drzymała

Owdowiały 53-letni Józef Lewicki ożenił się w roku następnym z 43-letnią wdową Wiktorią Bielską z d. Łoczywodzińską, córką Tomasza Łoczywodzińskiego i Tekli Zielewicz. Ślub odbył się w Pleszewie, a świadkami byli Józef Michalak i August Jaensch.



Zmarła w wieku 59 lat Magdalena była babcią m.in: księdza Czesława Falkiewicza i jego brata, przemysłowca Wacława Falkiewicza.





poniedziałek, 5 maja 2014

Genealogia - pasja, która łączy.


Wspólne pasje łączą ludzi. Mamy tego świadomość, że i nobliwy starszy pan i nastolatek, których różni wiek, zawód, wykształcenie - z jednakową pasją i wypiekami na twarzy, potrafią pochylić się nad rzadkim znaczkiem pocztowym czy też antyczną monetą. Ludzi ci godzinami potrafią opowiadać o swej pasji, o kolekcji - obojętnie czy jest to zbieractwo, chodzenie po górach, czy też miłość do koni.
Genealogia jest szczególna pasją. Łączy nie tylko przez wspólne zainteresowania ale też  łączy, obcych wydawałoby się ludzi, czymś trwalszym - więzami pokrewieństwa lub powinowactwa. Genealogia to też podróż w przeszłość łącząca nas z bardzo bliskimi osobami  - z naszymi przodkami. Taka podróż pomaga nam nie tylko przeżyć piękną przygodę ale też odkryć historię naszej rodziny, losy przodków, poznać ich imiona, przez co stają się nam bliżsi - stają się naszą prawdziwą rodziną a my bardziej czujemy się jej częścią.

Pisząc tego bloga byłem pewien, że po jakimś czasie odezwie się do mnie ktoś komu ten temat też będzie bliski. Nie sadziłem jednak, że będzie to tak szybko. Oto historia która mam nadzieję zaowocuje w przyszłości nowymi odkryciami i połączy niejedną osobę i rodzinę.

Pierwszym odzewem na mój blog był wpis z końca grudnia 2013 w Księdze Gości, którego lekko zredagowana treść (dla lepszego zrozumienia) prezentuję poniżej:

Bardzo ciekawe wiadomości odnośnie rodziny Falkiewiczów. Ja też od kilku lat zajmuję się genealogią Falkiewiczów. Mój dziadek Franciszek był kowalem, ale posiadał też gospodarstwo - urodził się 1885 r we wsi Wiśniewo parafia Grabowo niedaleko Rożentala  i Lubawy (obecnie województwo  warmińsko-mazurskie).  Pradziadek Jan (pracował u księdza) urodził się  1853 w Rożentalu, miał 16 dzieci. Jego ojcem był Franciszek urodzony w przedziale lat 1808-1812 w Żurominie k/Mławy (zm. 1883 r. w Rożentalu - miał 10-oro dzieci). Z jego aktu zgonu wynika, że był synem Antoniego - młynarza co jest zaznaczone w akcie zgonu Franciszka. Aktu urodzenia trzeba by było szukać w Archiwum Państwowym w Mławie a ja mam 66 lat i mieszkam w Lubawie, więc nie wiem czy tam dotrę. 
Pozdrawiam, Wiesława z d. Falkiewicz 

Oczywiście tekst ten udostępniłem na swym blogu. Po jakimś czasie dostałe maila od p. Wiesi, którego też pozwolę sobie przytoczyć.


Dzień dobry.

Zajmuję się od kilku lat genealogią rodziny Falkiewicz. Przeczytałam w internecie o Falkiewiczach z Wielkopolski i to mnie skłoniło do napisania do Pana. Może  znajdą się jakieś wspólne korzenie - ponieważ Ewa, siostra mojego dziadka Franciszka  (urodzonego  pod Lubawą), mieszkała w Poznaniu a jej zięć pracował w fabryce należącej do Wacława Falkiewicza, która wyrabiała Kremu Tatrzański (później nazwany Niwea). Druga siostra o imieniu Franciszka, pracowała w Poznaniu w fabryce Goplana. Ciekawi mnie to, że urodzone w Rożentalu  zamieszkały w Poznaniu - wnioskuję, że musiały mieć tam jakiś krewnych (może właśnie Wacława). Najstarszy dokument dotyczący Falkiewiczów jaki znalazłam w Archiwum Diecezjalnym w Toruniu to akt zgonu Franciszka Falkiewicza ur. w Żurominie ok.1809 r. syna Antoniego - młynarza (wspomniałam już o tym w Księdze Gości). 
Wspominam o tym dlatego, że  Edward Falkiewicz na zdjęciu zamieszczonym na blogu jest  bardzo podobny do mojego dziadka Franciszka ur. 1855 r. Rodzeństwa najstarszego z przodków nie znalazłam, czyli to on ożenił się z Barbara Roznerska  ur. w  Rożentalu. Jakby Pan coś znalazł ciekawego odnośnie "moich" Falkiewiczów to bardzo proszę napisać do mnie.

Serdecznie pozdrawiam

               Wiesława Slupska z domu Falkiewicz

Oczywiście niezwłocznie odpisałem p. Wiesławie, pisząc m.in. 
...... Nazwiska z Pani drzewa na razie nic mi nie mówią - nie znalazłem połączenia z tzw. "moją" rodziną Falkiewiczów. Chociaż przysłane przez Panią zdjęcie pokazałem osobom, które dobrze znały Edwarda i zgodnie twierdzą że podobieństwo jest oczywiste. Są też inne wspólne rzeczy np. kowale i młynarze w rodzinie. Oczywiście będę miał na uwadze Pani przodków w swych poszukiwaniach.  ... myślę też, że warto opisać nasze wspólne dociekania na blogu z nadzieją, że znajdą się osoby, które mogą wnieść nowe informacje do naszej wspólnej historii. Proszę też o informacje czy ma Pani jakieś dokumenty świadczące o pokrewieństwie z Wacławem Falkiewiczem, przemysłowcem z Poznania.
 

W odpowiedzi dostałem takiego maila:

Witam
Zgadzam się na taki post, a jeśli chodzi o Wacława Falkiewicza  (przemysłowca, właściciela fabryki kosmetyków) to nie mam żadnych dokumentów oraz nie znam relacji rodzinnych łączących moich krewnych z Wacławem. Mam tylko przypuszczenia że siostry dziadka raczej nie pojechali do Poznania w ciemno. To przecież ok 280 km! Myślę, że raczej wybrały się do krewnych - jeśli jeszcze dodam fakt, że zięć Ewy, Antoni Knothe (za Antoniego wyszła za mąż córka Ewy - Maryla, wysyłam ich zdjęcie weselne pracował w fabryce Wacława Falkiewicza to przypuszczenie o pokrewieństwie nasuwa się samo.
U mnie w domu często mówiło się o tym kremie, wiem, że wujek go często przywoził. Stąd moje  przypuszczenia, że mogło to być jakieś kuzynostwo lub rodzeństwo np. Jana (mojego pradziadka, ojca Franciszka). Znalazłam w internecie drzewo krewniaków Wacława do których wysłałam dane dotyczące mojej rodziny -  czekam na odpowiedź.

Moi rodzice mieli jeszcze kontakt z rodzeństwem mojego dziadka z: Ewą, Franciszką i Cecylią. Natomiast nic nie wiem o pozostałym rodzeństwie: Józefie, Elżbiecie, Weronice, Wincentym i Laurentym.  W Archiwum Diec. znalazłam tylko wzmiankę, że Laurenty wziął ślub z Szuchniewicz. Był jeszcze jeden brat dziadka, Władysław.

............Co jeszcze wiem. Maż Ewy pochodził też z naszych stron - z Grabowa k.Lubawy, czyli nie miał powiązań z Poznaniem. Ślub brali przed 1911r. tylko nie wiadomo gdzie - ciągle szukam. Jak wzięli   ślub w Grabowie to akt małżeństwa byłby w A.P. w Olsztynie, ale tam jeszcze nie byłam. Ewa miała  dwójkę dzieci: Marylę ur 1911r i  Teofila. Na zdjęciu weselnym Maryli ten w mundurze wojskowym to mój tata, był mechanikiem samolotowym.
Odnośnie Franciszki to historia jej życia jest w naszej rodzinie  mało znana. Wszyscy myśleliśmy że była tzw. starą panną. Dopiero jak uzyskałam z USC jej akt zgonu - to okazało się, że była dwukrotnie mężatką, jej pierwszy mąż nazywał się Katarzyński a drugi  Kasprowicz (z nim brała ślub w wieku 61 lat w 1956 r. w Lubawie). Rozpytując rodzinę o jej życie dowiedziałam się, że pierwszy ślub był prowizorką aby ratować kogoś kto miał żydowskie pochodzenie. Do rodzinnych stron, czyli Tuszewa k/Lubawy, Franciszka powróciła  z Poznania jak przeszła na emeryturę. Pracowała oczywiście w Poznaniu w fabryce Goplana.

Wracając do Władysława (brat dziadka) to miał on restauracje z hotelem w Nowym Mieście Lubawskim ale gdy nastąpiła wymiana pieniędzy, zbankrutował.  Wraz z rodziną przeniósł się do Gdyni. W maju jadę do Archiwum Diecezjalnego w Toruniu,  może znajdę jeszcze coś ciekawego o przodkach.
Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować w w/w temacie - oto mój kontakt mailowy: wiesia.slupska@wp.pl


Tyle naszej korespondencji.



To już koniec tego postu ale nie koniec tej historii. Mamy nadzieję (i ja i p. Wiesia), że post ten prędzej czy później przeczytają osoby, których ta historia dotyczy. Wtedy wspólnie napiszemy ciąg dalszy i na pewno nie omieszkam poinformować o tym na łamach tego bloga.

Na publikację naszej korespondencji zgodziła się oczywiście p. Wiesława Slupska z d. Falkiewicz, której dziękuję za kontakt, wszystkie informacje  - bez tego nie było by tej historii.

Z albumu p. Wiesławy.

Franciszek Falkiewicz - mój dziadek.
Cecylia Goszka z d. Falkiewicz (siostra mojego dziadka).
Władysław Falkiewicz - brat mojego dziadka.
Ślub Maryli Chorzelewskiej c. Ewy z d. Falkiewicz (siostry dziadka) z Antonim Knothe. W mundurze stoi mój tata.
Na zdjęciu Wanda Kopańska (córka Władysława Falkiewicza), Marianna Falkiewicz (moja babcia) i Ewa Chorzelewska.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Władysław - syn Józefa Falkiewicza i Magdaleny z d. Strabużyńskiej.

Przypomnę tylko, że Józef był synem Jana Falkiewicza i Brigitty z d. Wróblewskiej. Urodził się około 1819 roku najprawdopodobniej w młynie Przepadło należącym do wsi (majątku) Lenartowice pod Pleszewem. Józef ożenił się z Magdaleną Strabuż(rz)yńską a matka Magdaleny, Rozalia została drugą żoną owdowiałego Jana - ojca Józefa i Ludwika.
Niestety metrykalia dotyczące dzieci Józefa i Magdaleny są bardzo skromne. Odnalazłem tylko jednego ich syna - tym synem jest  Władysław urodzony ok. roku 1853. Myślę, że znam powód tego stanu rzeczy - jest nim przedwczesna śmierć Józefa. Nie odnalazłem wprawdzie jego aktu zgonu ale znalazłem wypis aktu małżeństwa  wdowy Magdaleny Falkiewicz lat 30 z Józefem Lewickim lat 26. Ślub odbył się w 1857 roku w parafii w Lenartowicach - znaczy to, że Józef Falkiewicz zmarł przed 1857 rokiem.

Być może były jeszcze inne dzieci ale bez analizy aktów metrykalnych, które na razie są poza moim zasięgiem nie da się tego jednoznacznie stwierdzić.  

Wracając do Władysława  - w roku 1882 ożenił się w Brzeziu z Kazimierą Owczarską lat 19 - Władysław miał wtedy 29 lat. Najprawdopodobniej w tym samym roku urodziła się ich pierwsza córka, której dano na imię Seweryna. 
W 1884 roku urodziła się kolejna córka Władysława Maria. Odnalazłem akt urodzenia Władysławy Marii z którego wynika, że urodziła się w młynie Przepadło - znaczyłoby to, że z dwóch synów Jana: Ludwik przeniósł się do Brzezia, a Józef został młynarzem w rodzinnym młynie Przepadło (młyn ten najprawdopodobniej należał do rodziców Brygitty Wróblewskiej - żony Jana Falkiewicza - od którego wszystko się zaczęło).
Akt urodzenia Władysławy Marii:
Nr 175
Pleszew, dnia 30 czerwca 1884 roku
Przed niżej podpisanym urzędnikiem stanu cywilnego stawiła się dzisiaj znana co do osoby położna pani Wanda Winter z domu Kuchler, zamieszkała w Tursku i zgłosiła, ze Kazimiera Falkiewicz z domu Owczarska, żona młynarza Władysława Falkiewicza, oboje wyznania katolickiego, zamieszkała w m. Przepadłe dnia 26 czerwca 1884 roku przed południem o godzinie siódmej urodziła dziecko płci żeńskiej, któremu nadano imiona Władysława Maria. Jednocześnie wyjaśniła pani Winter, że była osobiście obecna przy porodzie pani Falkiewicz.
Przeczytano, zatwierdzono i podpisano
(-) Wanda Winter
Urzędnik Stanu Cywilnego
(-) Jewasinski

  odczytał/przetłumaczył: Jerzy Drzymała


Niestety odnalazłem też drugi akt śluby Władysława z 1888 roku z Odolanowa (Adelnau), który wymienia Władysława jako wdowca. Znaczy to, że jego młoda żona, Kazimiera zmarła przed 1888 rokiem. Drugą żoną została 20-letnia Magdalena Szkudlarz, córka Augustyna i Marianny. 
Władysław i Magdalena to rodzice m.in.  księdza Czesława Falkiewicza LJ.  Rodzinę tę opiszę dokładniej w jednym z następnych postów.

niedziela, 2 marca 2014

Dzieci Ludwika Falkiewicza i Magdaleny z d. Machowicz.

Przypomnę tylko, że Ludwik był synem Jana Falkiewicza i Brigitty z d. Wróblewskiej. Urodził się około 1812 roku w młynie Przepadło należącym do wsi (majątku) Lenartowice pod Pleszewem. Ludwik ożenił się około 1840 roku z Magdalena Machowicz i zamieszkał na plebanii w Brzeziu, której był dzierżawcą - ich dzieci: Józefa Wincentego, Jana i Bolesławę wymieniłem już we wcześniejszym poście.  W dzisiejszym poście więcej informacji o wszystkich dzieciach tego małżeństwa. 

Jako, że w następnych pokoleniach dużo imion będzie się powtarzać postanowiłem przyjąć (dla szybszego zorientowania się o kim piszę) następujące określenia:
Potomków Ludwika (syna Jana i Brygitty) i Magdaleny z d. Machowicz będę określał linią Ludwika - LL 
Potomków  Józefa (syna Jana i Brygitty) i Magdaleny z d. Strabużyńskiej będę określał linią  Józefa - LJ

Przypominam, że z linii Ludwika LL był m.in Edward Falkiewicz - Sokolnik, natomiast z linii Józefa - LJ - ksiądz Czesław Falkiewicz.


Józef Wincenty (LL) to najstarszy z Falkiewiczów, wymieniany i pamiętany przez rodzinę - pamiętany jako Józef od Rozalki - drugiego imienia nikt z rodziny nie pamiętał. Ja jednak pisząc o nim zawsze podawać będę dwa imiona aby odróżnić go od jego stryja, też Józefa. Józef Wincenty urodził się 26 marca 1842 roku w Brzeziu - dwa dni później  w kościele w Brzeziu odbył się jego chrzest - rodzicami chrzestnymi zostali Józef Falkiewicz (brat Ludwika) i Tekla Awrocka (Owacka, Owrocka).  
Następnym dzieckiem Ludwika i Magdaleny była córka, która urodziło się 2 lipca 1844 roku. 8 lipca została ochrzczona imieniem Bolesława. Rodzicami chrzestnymi zostali Wincenty Owocki z Lenartowic i Agatha (Agata) Sowińska z Jaraczewa.

Fragment aktu chrztu Bolesławy Falkiewicz


29 maja 1846  w Brzeziu urodził się (lub został ochrzczony) Jan Falkiewicz, kolejny  syn Ludwika i Magdaleny. Rodzicami chrzestnymi zostali Tomasz Sroczyński i Rozalia Strabożeńska z Pleszewa. Rozalia Strabożenska (Strabuż(rz)yńska - różna pisownia w dokumentach) została później drugą żoną Jana Falkiewicza, czyli nową babcią małego Jana. 

Kolejnym dzieckiem był Władysław urodzony w 1855 oraz Marianna (Maria) urodzona dwa lata później. Nie znam dokładnych dat ich urodzin. Rok wyliczyłem na podstawie aktów ich ślubu, gdzie podany był ich wiek. Ostatnim dzieckiem, które odnalazłem była Stanisława urodzona w 1865 roku.
Wychodzi więc, że Ludwik i Magdalena mieli sześcioro dzieci a różnica między najstarszym Józefem Wincentym a Stanisławą wynosiła 24 lata. 
Oczywiście  wszystkie dzieci Ludwika i Magdaleny oraz ich małżonków opiszę dokładniej w oddzielnych postach. Na koniec akt chrztu Jana Falkiewicza (LL) - bardzo ciekawy bo w odróżnieniu od metryk Józefa Wincentego i Bolesławy pisanych po łacinie - ten pisany jest już po polsku.



wtorek, 28 stycznia 2014

85-lecie ślubu Edwarda Falkiewicza i Zofii Nowak

Materiał ten jest pierwszym postem na tym blog, łamiącym przyjęty przeze mnie chronologiczny porządek opisywania rodziny - od najstarszego pokolenia. 
Powodem tego jest zbliżająca się rocznica ślubu Edwarda Falkiewicza i Zofii Nowak, czyli chęć przypomnienia o tym fakcie i zaprezentowania pewnych pamiątek rodzinnych związanych z tym wydarzeniem. Pamiątkami tymi są okolicznościowe telegramy, które młoda para otrzymała od bliskich. Od wielu lat jesteśmy depozytariuszami tych pamiątek i myślę, że ten blog będzie dobrym miejscem by przybliżyć je rodzinie. Wiele lat temu w opracowaniu książkowym opisując trofea sportowe Edwarda pisałem:


Trofea te jak relikwie podzielone między dzieci i wnuków Edwarda, zdobią ich dzisiejsze mieszkania. 

 
Przechowywane u nas  pamiątki  zamierzam opisać, zamieścić ich zdjęcia, tak by wszyscy zainteresowaniu - dowiedzieli się o ich istnieniu, o ich formie i treści. Pamiątki w formie dokumentów można wydrukować i mieć w ten sposób ich wierną kopię (osoby chcące wydrukować zamieszczone telegramy proszę o kontakt mailowy - wyślę zdjęcia w formacie jpg. dużej rozdzielczości).

W naszym posiadaniu jest kilkanaście telegramów z tego wydarzenia. Większość od znajomych młodej pary i rodziny, ale są też te związane z Sokołem - je prezentuję jako pierwsze.

Wróćmy jeszcze na chwilę do ślubu Edwarda i Zofii. Oczywiście wydarzenie to opisze dokładnie w poście poświęconym Edwardowi. Osobom mniej rozeznanym w temacie przypomnę tylko, że Edward był wnukiem wspomnianego już na tym blogu Józefa Wincentego Falkiewicza.

Telegramy okolicznościowe  z dnia ślubu Edwarda Falkiewicza i Zofii Nowak - 3 lutego 1929 roku.


Telegram nr 1 od Osińskich

 
Telegram nr 1 rewers. Uroczystość weselna odbyła się w mieszkaniu Idziego i Franciszki Nowaków (rodzice panny młodej). Adres Poznań-Wilda ul. Gen. Kosińskiego 10.



Telegram nr 2 od Zarządu Towarzystwa Gimnastycznego Sokół Poznań III.



Fragment telegramu nr 2.


Telegram nr 2 rewers.



Telegram nr 3.


piątek, 3 stycznia 2014

Józef Falkiewicz syn Jana i Brygitty?

Józef Falkiewicz był najprawdopodobniej synem Jana Falkiewicza i Brygitty z d. Wróblewska. Był więc też bratem Ludwika Falkiewicza. Piszę "najprawdopodobniej" z tej przyczyny, że nie mam na to  bezpośredniego dowodu.  Dowody pośrednie są jednak tak mocne, że przynajmniej do czasy znalezienia metryk przeczących memu założeniu - Józefa będę traktował jako brata Ludwika. 
Oto te pośrednie (jak mi się wydaje - mocne) dowody.
W akcie chrztu syna Ludwika - Józefa Wincentego jako ojciec chrzestny wymieniony jest Józef Falkiewicz co sugeruje, że był bliskim krewnym Ludwika (wg mnie jego bratem). 
Józef Falkiewicz ożenił się w Pleszewie w 1846 roku z Magdaleną Straburzyńską. Niestety nie dysponuję tym dokumentem ale wiem, że Józef miał wtedy 27 lat. Urodził się więc w 1819 więc jak najbardziej mógł być synem Jana i Brygitty. 
Następnym ciekawym dokumentem jest ślub Jana Falkiewicza z Rozalią Straburzyńską, która była matką Magdaleny (żony Józefa). Myślę, że to dość naturalne, że ojciec pana młodego czyli owdowiały Jan postanawia związać się z owdowiałą matką pani młodej. 
Następnym dowodem na moje założenie, że Józef jest synem Jana jest pamięć jaka do dziś funkcjonuje w pamięci potomków Ludwika, że ksiądz Czesław Falkiewicz był ich kuzynem i był pokoleniowo równy Stefanowi (wnuk Ludwika, syn Józefa Wincentego). Jest jeszcze jeden pośredni dokument przemawiający za tezą iż Józef był synem Jana. Tym dokumentem jest akt urodzenia wnuczki Józefa, której rodzice mieszkali w młynie Przepadło. Znaczyłoby to, że Józef został następcą Jana w młynie (komu Jan przekazał rodzinny młyn jeśli nie synowi?).

Mam nadzieję, że w przyszłości trafię na dokumenty, które pozwolą mi wymazać znak zapytania z tytułu tego posta i przedstawić tzw. niezbite dowody na pokrewieństwo.


piątek, 8 listopada 2013

Ludwik Falkiewicz - syn Jana i Brygitty.

Pamięć o Ludwiku Falkiewiczu nie zachowała się we wspomnieniach rodziny do naszych czasów. Dopiero jego syna wspominają przekazy rodzinne. Skoro potomkowie nic nie są w stanie o Ludwiku powiedzieć - niech przemówią archiwa.
Pierwszym dokumentem, który wymienia Ludwika jest akt chrztu jego syna - Józefa. Dokument pochodzi z 1842 roku. Oto on:


Tłumaczenie aktu urodzenia Józefa Wincentego 
Nr 10. Brzezie, dnia 28 maja.
Urodzonego dnia 26 marca 1842 roku o godzinie drugiej po południu chłopca z prawowitych małżonków uczciwego Ludwika Falkiewicz i Magdaleny Machowicz, dzierżawców plebanii w Brzeziu, ja jak wyżej [ks. Ignacy Frank, wikary w Brzeziu - przyp. tłum.] ochrzciłem imionami Józef Wincenty. Chrzestnymi byli: Józef Falkiewicz i Tekla Awrocka (Owacka, Owrocka).
(Wymieniony chrzestny Józef Falkiewicz był dziadkiem księdza Czesława Falkiewicza).

Z dokumentu tego wynika, że Ludwik ożenił się (przed 1842 rokiem) z Magdalena Machowicz i wraz z rodziną mieszkał w Brzeziu. Sądzę, że dzierżawę plebanii należy łączyć z postacią księdza Makarego Falkiewicza, który w latach1820-21 zastępował proboszcza a w latach 1823-25 był proboszczem w Brzeziu.  
W następnych latach rodzą się kolejne dzieci Ludwika i Magdaleny: córka Bolesława i syn Jan. Dokumenty te opiszę w przyszłości w postach im poświęconym. 
Następnym, dokumentem bezpośrednio odnoszącym się do Ludwika jest akt zgonu z Jaraczewa.
Oto jego fragment.


Nr 39
Jaraczewo, dnia 10 czerwca 1878
Przed niżej podpisanym urzędnikiem stanu cywilnego stawił się dzisiaj znany co do osoby piekarz Józef Falkiewicz zamieszkały w Książu i zgłosił, że jego ojciec Ludwik Falkiewicz, lat 66, wyznania katolickiego, zamieszkały w Jaraczewie, urodzony w m. Przepadło koło Pleszewa, ożeniony z Magdaleną Machowicz (Mackiewicz?), syn rolnika -mieszczanina Jana i Brygidy małżeństwa Falkiewiczów oboje zmarłych, zmarł w Jaraczewie, w mieszkaniu swojej żony, dnia 9 czerwca 1878 roku o godzinie pierwszej po południu.
Zgłaszający wyjaśnił, że o zgonie jest przekonany według własnej wiedzy.
Przeczytano, przyjęto i podpisano
(-) Józef Falkiewicz
Urzędnik stanu cywilnego
(-) podpis nieczytelny


Z dokumentu tego wynika (oprócz faktu zgonu), że Ludwik zmarł w wieku 66 lat co znaczy, że urodził się około 1812 roku. Wyrażenie "około"  jest tu bardzo na miejscu gdyż analizując różne dokumenty z XIX wieku wiem, że różnica może sięga nawet 5 lat w jedną lub drugą stronę - taka była wtedy dokładność. Dokument ten informuję nas też, że Ludwik wraz z Magdaleną, w nieznanym nam okresie, przenieśli  się z Brzezia do Jaraczewa, które było najprawdopodobniej rodzinną miejscowością Magdaleny. 
To stan wiedzy na dzień dzisiejszy. Mam nadzieje, że w przyszłości uda mi się dotrzeć do nowych dokumentów, które pogłębią naszą wiedzę o Ludwiku.